Galeria 2019 » Chór parafialny w Kołobrzegu

We wtorek 07 maja 2019 roku ponownie chór parafialny z osobami sympatyzującymi wyruszył do Kołobrzegu pod przewodnictwem s. Lucyny.

Busik pod kierownictwem p. Marka Kisiela obrał właściwy kurs. Pierwszy i jedyny przystanek

na rozprostowanie kości był w Bobolicach. Po drodze odmówiliśmy różaniec, w stosownych intencjach pomodliliśmy się. Za oknami busika kilkakroć witał nas deszcz, było chłodno.

Pogoda w kratkę, raz słonko raz deszcz. Zajechaliśmy do Sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej na Górze Chełmskiej.

Dosłownie, pod samą kaplicę, ponieważ była z nami osoba niepełnosprawna. W tym Sanktuarium Przymierza miłości z Maryją, pomodliliśmy się w swoich intencjach, była chwila zadumy. Odczytany został AKT OGŁOSZENIA IDEAŁU SANKTUARIUM MATKI BOŻEJ TRYKROĆ PRZEDZIWNEJ NA GÓRZE CHEŁMSKIEJ, JAKO SANKTUARIUM PRZYMIERZA.

Następnie zwiedziliśmy Katedrę Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny w Koszalinie.

Ks. Henryk Romanik proboszcz Katedry przybliżył nam trochę jej historię, jak i przebieg - ostatnio przeprowadzonego - gruntownego remontu budynku. Obecnie świątynia odzyskała to wszystko, co do tej pory było w niej ukryte. Jest co oglądać, wyciszyć się i zadumać nad sobą i nie tylko. Pomodliliśmy się w sobie tylko znanych intencjach. To było dla duszy.

Dojeżdżamy do celu, a tu wiatr przenikliwie zimny, nie pada, świeci słoneczko i … brrrrr zimno.

Co robić? Na promenadzie ludzi niewiele. Część „naszych” została skaperowana przez zawodowe wilki morskie na 40 minutowy rejs wycieczkowcem „Pirat” po akwenie bałtyckim. Nie wszyscy zdawali sprawę z tego, co ich czeka. Szefowa – s. Lucyna -  i kilku innych zniosło kołysanie mężnie, ale inni. Ledwo zeszli na ląd, zieloni na twarzy. „Gdybym tylko wiedziała,

co mnie czeka podczas tego rejsu …”

Jodu można nawdychać się dowoli, zapachów brak, wiatr wywiał. Ale na smażoną rybkę  lub gorący rosołek można pójść, pora obiadu. Trochę rozgrzaliśmy się, a smakowało jak nigdy. Podzieliliśmy się na zespoły, jedni na molo, inni szukają osłony przed wiatrem. Słoneczko grzało dość intensywnie. Za osłoną można było się poopalać, tam też byli z twarzami zwróconymi

do słoneczka przyjezdni jak my, kuracjusze.

Inni starali się jakoś zabezpieczyć przed zimnym wiatrem zakładając kaptury na głowę,

oj przydałyby się rękawice, ręce grabieją. Na plaży kilku spacerowiczów, nawet widziałem „morsa” tyko w kąpielówkach z córeczką również tak „ubraną”, jedna para spacerowała mając nogi cały czas w wodzie. Temperatura wody była porażająca, nie szło wytrzymać. Fale na Bałtyku były około 5-6 w skali Beauforta. Zauważyłem dwa ciekawe przypadki: jeden to uparty uczestnik surfingu z wiosłem, a drugi to nagus kąpiący się w takich warunkach pogodowych.

Powoli zapada zmierz. Czas na podwieczorek, każdy robi to na swój sposób, moja grupka zafundowała herbatę rozgrzewającą z imbirem. Pyszna i rozgrzewa.  Zmierzch coraz większy

i my szykujemy się do powrotu, do domu.

Po zajęciu miejsc modlitwa o szczęśliwy powrót  i w intencji pana kierowcy. 

W drodze powrotnej jedni spali, drudzy słuchali nagrań z kasety.

Wyjazd udany, tylko ten wiatr dawał się we znaki.

 Dziękujemy s. Lucynie za namówienie nas, za zorganizowanie tej eskapady.

Bóg zapłać.

Do następnego wyjazdu.